Ładowanie...

WIDZEW - RAKÓW

Historia

29 September 2022 15:09

W telewizji pokazali to… postrzelali

Pierwsza połowa w radio, a druga w telewizji. Tak w latach 90. ubiegłego wieku kibice Widzewa Łódź musieli często śledzić na żywo występy swoich piłkarzy, jeśli nie zawitali bezpośrednio na stadion przy alei Piłsudskiego.

Dotyczyło to przeważnie spotkań rozgrywanych w niedzielę w tak zwanej porze obiadowej. Tak było zwłaszcza wiosną 1996 roku, gdy Widzewiacy walczyli o mistrzostwo Ekstraklasy z Legią Warszawa.

 

Łodzianie wtedy gonili stołeczną drużynę w tabeli, bo wiosnę zaczęli od przełożenia spotkań z Sokołem Tychy i Hutnikiem Kraków z powodu złej pogody i stanu boisk. W połowie kwietnia sytuacja w tabeli wyglądała tak, że legioniści przewodzili stawce z przewagą 6 punktów nad Widzewem, ale też z liczbą 22 rozegranych meczów. Tymczasem piłkarze trenera Franciszka Smudy mieli za sobą tylko 20 ligowych spotkań.

 

Gdy więc w sobotę 13 kwietnia Legia pokonała 2:0 ŁKS, jej przewaga wzrosła już do 9 punktów. Widzew miał grać w niedzielę o godzinie, w której przeważnie w domach siada się do… obiadu.

 

Przeciwnikiem łodzian miał być Raków Częstochowa, z którym piłkarze RTS-u mieli swoje porachunki, bo we wcześniejszym sezonie (1994/1995) najpierw z tym rywalem zremisowali 2:2 u siebie, a potem przegrali 0:1 pod Jasną Górą.

 

Dopiero jesienią 1995 r. udało się czerwono-biało-czerwonym odwrócić kartę i wygrać 1:0 w Częstochowie po golu Marka Koniarka. Jednak nadal Raków mógł się pochwalić tym, że w Łodzi z Widzewem jeszcze nie przegrał.

 

„Andrzej Kretek bronił jak w transie i w zasadzie mógł być spokojny o czyste konto. Łodzianie mieli więc przewagę, ale nic z tego nie wynikało” – tak w relacji w „Przeglądzie Sportowym” podsumowano pierwszą połowę spotkania rozegranego 14 kwietnia 1996 roku.

 

Piłkarze Rakowa dobrze realizowali plan taktyczny trenera Gothardta Kokotta, a za to Franciszek Smuda z każdą minutą pierwszej połowy denerwował się coraz bardziej. Szkoleniowiec drużyny RTS-u był jednak cierpliwy i doczekał się goli swoich zawodników.

 

Wraz z gwizdkiem rozpoczynającym drugą połowę włączono też kamery TVP, a kibice w całym kraju mogli obejrzeć wyjątkowo skuteczną grę łodzian. W raptem 26 minut (54’-80’) Widzewiacy strzelili częstochowianom aż 4 bramki!

 

Skuteczne bombardowanie bramki Andrzeja Kretka, który wcześniej był golkiperem Widzewa, rozpoczął kapitalnym strzałem w górny róg Ryszard Czerwiec (na zdjęciu z meczu z jesieni 1996 ze Steauą Bukareszt w Lidze Mistrzów).

 

Dwie minuty później szansy na gola nie zmarnował Paweł Miąszkiewicz i było już 2:0. Wprawdzie goście szybko odpowiedzieli kontaktową bramką, ale potem w głównej roli wystąpił super snajper Marek Koniarek, strzelając dwa kolejne gole dla gospodarzy. „Ma już na koncie 19 bramek i będzie chyba bardzo trudno wyprzedzić go w rywalizacji na najskuteczniejszych zawodników ekstraklasy” – pisano w relacji na łamach „PS”.

 

Widzew wygrał z Rakowem 4:1 i zachował dystans 6 punktów straty do Legii, który następnie odrobił w zaległych meczach, a potem na Łazienkowskiej pokonał Wojskowych w kluczowym spotkaniu sezonu, co ostatecznie dało ekipie RTS trzeci mistrzowski tytuł w historii.

 

Ta „telewizyjna” wygrana z Rakowem 4:1 wiosną 1996 r. zapoczątkowała też serię bardzo dobrych meczów łodzian z tym rywalem. Jeszcze w tym samym roku Widzew pokonał częstochowian 4:0 na wyjeździe w lidze oraz 5:1 w Pucharze Polski u siebie, a w kolejnym roku dwa razy po 5:1 w lidze.

 

Ciekawe, czy po latach czerwono-biało-czerwoni znowu będą tak skuteczni w meczu z Rakowem?

 

Bilans meczów Widzew Łódź – Raków Częstochowa:

 

Ekstraklasa: 8 (6-1-1) 24-7*

I liga: 2 (0-1-1) 0-1

Puchar Polski: 2 (1-1-0) 5-1

Ogółem: 12 (7-3-2) 29-9

 

*podano po kolei liczbę meczów, zwycięstw - remisów - porażek i bilans bramek.

 

Fot. Włodzimierz Sierakowski/400mm.pl