Ładowanie...

Rezerwy

akademia

30 September 2022 09:09

Starzy, dobrzy (?) znajomi

Piątkowe popołudnie to czas, gdy zapomina się o pracy, a zaczyna myśleć o tym, jak najlepiej wykorzystać rozpoczynający się weekend. Takiego komfortu nie mają jednak piłkarze rezerw Widzewa Łódź, bo to właśnie wtedy rozegrają kolejny ligowy mecz. A zmierzą się z przeciwnikiem, którego znają naprawdę dobrze… choć dobrze go raczej nie wspomiają.

Chyba tylko dwóch trenerów zaszło w ostatnich latach Widzewiakom aż tak mocno za skórę. Pierwszy to prowadzący przez wiele lat Resovię Szymon Grabowski, ale my skupimy się na drugim - Pawle Ścieburze. To właśnie on latem 2018 roku awansował ze Skrą Częstochowa do II ligi, w której czekał inny z beniaminkow, oczywiście dużo bardziej utytułowany - ten z al. Piłsudskiego. O ile pierwsze spotkanie było dosyć miłe (czerwono-biało-czerwoni zwyciężyli 2:0), to trzy następne śnią się zapewne niektórym do dzisiaj. Najpierw pamiętne 1:1 w Częstochowie i niestrzelony rzut karny przez Michaela Ameyawa, a później - już za kadencji Marcina Kaczmarka - dwie poniesione w fatalnym stylu porażki 1:2. Gdy sympatyczny szkoleniowiec zamienił Święte Miasto na Jastrzębie-Zdrój, karta się nieco odwróciła, bo to łodzianie dwukrotnie wygrali (ale, nie oszukujmy się, z tamtym GKS-em trudno było nie wygrać), niestety - wcale nie na długo.

 

Smutny trener Ściebura - w meczach z Widzewem nieczęsty widok.

 

Na początku poprzedniego sezonu trener Ściebura, łączony przez niektórych nawet z pracą w PKO BP Ekstraklasie, zdecydował się na dość niespodziewany krok - objął czwartoligowy RKS, będący wówczas w bardzo zagmatwanej sytuacji organizacyjnej. Szkoleniowiec szybko poukładał grę drużyny, co zaczęło owocować naprawdę dobrymi wynikami. Pierwsze starcie z Widzewem miało miejsce jesienią - radomszczanie zaprezentowali się z niezłej strony i wygrali 1:0. Wiosenny rewanż, na wyjeździe, również skończył się takim rezultatem, choć akurat do niego nie przywiązywalibyśmy żadnej wagi, bo trener Patryk Czubak desygnował wówczas do gry zupełne… rezerwy rezerw. Wszystko dlatego, że cztery dni później obie strony miały zmierzyć się w finale wojewódzkiego Pucharu Polski.

 

Stawka była naprawdę spora - nie tylko możliwość wzniesienia trofeum i nagroda finansowa, ale też awans do centralnych rozgrywek, gdzie czekać mógł nawet mistrz Polski. Widzewiacy zaczęli świetnie i objęli prowadzenie po golu Ricardo Goncalvesa. Niestety, tuż po przerwie, trochę za sprawą niezbyt fortunnych decyzji stojącego między słupkami Mateusza Ludwikowskiego, RKS zadał dwa ciosy - do siatki trafili Jakub Załucki oraz Sebastian Miśkowiec. Gospodarze odpowiedzieli dopiero w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, kiedy to dogrywkę dał im Adam Dębiński. Dodatkowe pół godziny gry niczego nie zmieniło - o wszystkim musiały zdecydować rzuty karne. Te minimalnie lepiej wykonywali goście i to oni mogli się cieszyć z końcowego sukcesu oraz z dużą ekscytacją oczekiwać na wyłonienie przeciwnika w pierwszej rundzie centralnego Pucharu Polski.

 

Do sukcesu zabrakło naprawdę niewiele.

 

Tym okazał się Radomiak Radom, a wielu internetowych urwipołciów zaczęło śmieszkować, że będziemy świadkami prawdziwych derbów Polski - w końcu Radom zagra z Radomskiem. Koniec końców, to ekipa z PKO BP Ekstraklasy pewnie zwyciężyła 3:0, ale dla RKS-u nie to było najgorsze. Ekipa trenera Ściebury miała być bowiem - obok Widzewa i GKS-u Bełchatów - jednym z trzech kandydatów w walce o awans do III ligi. Tymczasem już na półmetku rundy jesiennej praktycznie się z tej rywalizacji wypisała. Po fatalnym starcie sezonu, radomszczanie zajmują dopiero dziewiąte miejsce w tabeli, a strata czternastu punktów do lidera wydaje się nie do odrobienia.

 

Jakby tego było mało, nie po myśli poszedł również okręgowy Puchar Polski - RKS odpadł w nim z Ceramiką Opoczno i latem nie obroni trofeum. Ostatnie zwycięstwo nad LKS-em Kwiatkowice 5:1 może jednak zwiastować, że zła seria się skończyła, a teraz zespół z Radomska złapie wiatr w żagle. Nie byłoby to zresztą żadnym zaskoczeniem, bo - mimo paru osłabień przed sezonem - Krystian Białas, Krystian Kolasa, Bartosz Machaj czy doskonale znany z występów w Akademii Widzewa Mateusz Gołda to nazwiska gwarantujące odpowiedni poziom w IV lidze.

 

Czy Mateusz Gołda będzie chciał dzisiaj wziąć rewanż na swoich dawnych kolegach?

 

My oczywiście mamy nadzieję, że RKS nie odpali, przynajmniej jeszcze nie teraz, ale i tak jesteśmy przekonani, że Widzewiaków czeka bardzo trudne zadanie. Zwłaszcza że najprawdopodobniej będą musieli sobie radzić bez jednego ze swoich najlepszych strzelców, Mateusza Kempskiego, który zgłoszony został do rozgrywek PKO BP Ekstraklasy i zapewne będzie szykowany pod znalezienie się w kadrze na mecz z Rakowem Częstochowa. Kto wejdzie w jego buty? Być może niezawodny Daniel Mąka, być może nieprzewidywalny Konrad Niedzielski… a być może trener Czubak postanowi dać szansę młodemu Jakubowi Juchaczowi, autorowi dwóch bramek w pucharowym starciu z LZS-em Justynów. Niezależnie od decyzji, wybraniec będzie musiał popisać się dobrą skutecznością, niezbędną do odniesienia sukcesu, czyli zdobycia trzech punktów. Ta ostatnio trochę szwankowała, jednak liczymy na to, że celowniki zawodników lidera tabeli Betcris IV ligi zostały już nastawione dużo lepiej niż w miniony wtorek.

 

Czy tak faktycznie się stanie, przekonać się będzie można się późnym popołudniem. Albo na żywo, na Łodziance, albo w domu, dzięki transmisji Widzew TV. Ewentualnie na Twitterze Akademii Widzewa, za pośrednictwem tekstowej relacji na żywo.

 

Widzew II Łódź - RKS Radomsko / 30 września / 18:00 / Ośrodek treningowy przy ulicy Małachowskiego / wstęp wolny / Transmisja: WidzewTV / Relacja na żywo: Twitter Akademii Widzewa TUTAJ