Blog Bogusława Kukucia
Powrót

Przesądzili młodzieżowcy

Nie sprawdziły się zapowiedzi rehabilitacji widzewiaków po blamażu z ostatnią drużyną w Wikielcu. Owszem, w sobotę faworyci do pierwszego miejsce w grupie I trzeciej ligi wygrali w Łodzi z Pelikanem 2:1. Ale było to wyjątkowo szczęśliwe zwycięstwo. Goście, prowadzeni przez byłego trenera RTS Marcina Płuskę, grali mądrze, potrafili nawet zdobyć wyrównującą bramkę, grając w dziesiątkę. Tak dobrej drużyny nie gościliśmy na stadionie przy Al. Pisudskiego. Łowiczanie mają pełne prawo twierdzić, że ponieśli pechową porażkę.

Trener gości nie ma racji tylko z jednym. Sędzia Patryk Adamczyk był uprawniony do przedłużenia spotkania o 8 minut, gdyż przerwa na opatrywanie poturbowanego bramkarza łodzian trwała długo, a 9 kartek też upoważnia do dodania co najmniej 30 sekund za każdy kartonik. Efektywny czas gry z pewnością został zachowany.

17 246 widzów, w tym blisko tysięczny łowicki sektor, został poddany próbie nerwów. Głównie za sprawą braku pomysłu na grę ofensywną gospodarzy. Dość podkreślić, że do przerwy widzewiacy nie strzelili ani razu na celnie na bramkę gości. Owszem byli wiele dłużej w posiadaniu piłki, mieli więcej okazji bramkowych, ale brakowało im pomysłu, zimnej krwi, jakby prosili się o nieszczęście. Szans na gola było sporo, lecz skuteczność była zerowa. Łodzianie nie potrafili sobie poradzić zwłaszcza z daleko wysunietą defensywą gości, skracaniem przez Pelikana pola gry, co owocowało irytującym pobiciem rekordu spalonych przez gospodarzy.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Dopiero po godzinie ekipa Widzewa zdobyła się na groźny strzał spoza pola karnego. Daniel Mąka zamiast czytelnej „zawiesinki” zdecydował się na płaskie podanie do Sebastiana Zielenieckiego. Ten przypomniał sobie, że potrafi groźnie uderzyć zza szesnastki i pokonał niespoełna 19-letniego bramkarza Pelikana, który grał trzeci mecz w tym sezonie III ligi. To drugi gol kapitana łodzian w obecnych rozgrywkach. Wydawało się, że od tego momentu gospodarze kontrolują przebieg wydarzeń. To było tylko złudzenie.

Nie po raz pierwszy tej jesieni obejmujący prowadzenie Widzew pozwolił rywalom na wyrównanie. Tym razem nastąpiło to 4 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Mimo wykluczenia Przemysława Belli inicjatywę przejęli goście i zdołali wyrównać. Robert Kowalczyk dopisał się do długiej listy „zemsty niechcianych”. Wychowanek Widzewa wykorzystał błąd Radosława Sylwestrzaka i strzelił gola na 1:1, po czym zademonstrował, że najbliżej serca nosi koszulkę ze znaczkiem Widzewa.

Gospodarzy uratowało przedłużenie gry, a ściślej wydłużenie serialu Kacpra Falona. Ten dubler ratował prestiż trenera Franciszka Smudy po raz raz trzeci. Ten dwudziestolatek zdobył zwycięskiego gola w Łodzi z Olimpią Zambrów w debiucie w przedłużonym czasie gry, w poprzedniej kolejce uchronił przed kompletną kompromitacją z ostatnią drużyną tabeli, a teraz też strzelił zwycięskiego gola tuż przed końowym gwizdkiem. Dodajmy, że asystentem był inny młodzieżowiec Marcin Pigiel. To jakby zachęca szkoleniowca Widzewa do stawiania na młodzież.

Do „mieszania” młodzieżowcami zmusza też Smudę czwarta żółta kartka Adama Radwańskiego, wykluczająca tego młodzieżowca z sobotniego meczu z Polonią w stolicy (o godz. 17). Najbliższy rywal łodzian zremisował w Sieradzu z Wartą 1:1.

Jest ciekawe, że w trzynastej kolejce żaden beniaminek nie przegrał. Prócz sieradzan Victoria pokonała w Sulejówku Lechię Tomaszów 3:2, w Ząbkach rezerwy Legii tylko zremisowały 1:1 z Turem, a w Ełku bezbramkowo zremisował ostatni w tabeli Wikielec.

Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Najnowsza Galeria

2018.04.25 Trening w Sercu Łodzi

2018.04.25 Trening w Sercu Łodzi

Tabela rozgrywek

1 Widzew Łódź 53
2 Lechia Tomaszów Mazowiecki 51
3 Sokół Aleksandrów Łódzki 46
4 Polonia Warszawa 43
5 Legia II Warszawa 37
6 Huragan Morąg 37
7 Victoria Sulejówek 36
Pełna tabela