Aktualności

Trzeba pomagać inicjatywom wartym wsparcia - rozmowa z Jackiem Miturą

Jacek Mitura, prezes NoBo Hotelu, to kolejny rozmówca oficjalnej strony klubu w ramach cyklu wywiadów z naszymi partnerami biznesowymi.

Bartosz Koczorowicz: Tytułem wstępu, poprosimy o opisanie historii, oferty oraz działalności pana firmy.

Jacek Mitura: Jestem łodzianinem. Mam 38 lat. Jestem przedsiębiorcą, który w Łodzi działa na rynku usług hotelarskich i gastronomicznych od 2001 roku, więc już prawie 15 lat. Prowadzę również działalność na rynku usług ubezpieczeniowo-finansowych. Jestem właścicielem firmy zajmującej się sprzedażą kredytów, leasingów, ubezpieczeń.

Branżę gastronomiczno-hotelarską darzę bardzo dużym zaangażowaniem. Jest to dla mnie ważna sprawa, a dodatkowo mogę się przyjemnie w niej realizować. Działam na zasadzie gościnności, otwierając niczym swój własny dom dla klientów czy ludzi z zewnątrz. Udostępniam trochę własnego życia, gdyż praca w hotelarstwie, tak naprawdę nigdy się nie kończy. Trwa ona cały rok, przez 24 godziny na dobę. Jest to trochę pracochłonne, lecz daje pozytywnego kopa, który jest nam potrzebny, aby pracować i mieć coś z życia. Jak się robi to co się kocha, to nigdy nie jest się w pracy. W Polsce tymczasem, żeby coś z tego biznesu mieć, trzeba dużo pracować. Staram się realizować własne ambicje, robić coś dla tego miasta oraz pokazywać, że Łódź nie zawsze musi być szara, brudna, brzydka.

Pomimo złego PR-u, które ma nasze miasto ma, staram się robić coś, co może być zauważone w Polsce, Europie czy na świecie. Mam bardzo dużą grupę klientów, którzy doceniają jakość, design i podejście biznesowe. Moje usługi nie muszą być koniecznie najtańsze, ale powinny być na najwyższym poziomie. Takie postrzeganie gwarantuje, że będziemy się zbliżać do Europy. Będziemy mieli się czym pochwalić. Spowoduje to rozwój i w ten sposób właśnie chcę pracować. Tak też organizuje swoje firmy. Nie chcę się konkurować ceną, lecz jakością i profesjonalizmem. Wydaje mi się, że to jest kluczowe w biznesie.

Jakie były początki pana działalności w branży hotelarskiej?

- Pojawiłem się w tej branży dosyć przypadkowo. Wcześniej prowadziłem przedsiębiorstwa, które zajmowały się głównie rozrywką oraz gastronomią. Od klubów bilardowych po kluby muzyczne, dyskoteki. Prowadziłem pięć takich lokali w centrum Łodzi - nawet na studiach podczas obrony dyplomu. Rozpoczęło się to od pracy właśnie w trakcie studiów. Czułem pewien niedosyt. Łódź kiedyś była takim miejscem, gdzie było zdecydowanie za mało miejsc noclegowych. Zapraszając gości z Europy i świata, miałem duży problem, aby kogoś przyjąć w naszym mieście w miarę sensownych warunkach. Gwiazdy muzyczne często miały wymagania minimum czterogwiazdkowego obiektu. Wtedy w naszym mieście nie było takich hoteli. 

Zdecydowałem się wybudować hotel. Wybór padł na Al. Włókniarzy - uznałem, że to dobra lokalizacja dla tego typu obiektu. Niestety, na cztery gwiazdki w Łodzi nie było mnie stać. NoBo Hotel jest obiektem trzygwiazdkowym, lecz spełnia wymogi czterogwiazdkowego. Ponadto, podlega kategoryzacji, czyli spełnia warunki ustawy o usługach turystycznych, co nie jest dzisiaj często spotykane.  Niektórzy przedsiębiorcy stosują luki prawne i nie kategoryzują hoteli. Klienci często wybierają mój hotel, gdyż ma on odpowiedni stosunek jakości do ceny i tym mogę się pochwalić. Mamy indywidualne podejście do gościa, bardzo rodzinną atmosferę. Mimo, że obiekt wydaje się niezbyt duży, jest bardzo ładnie zaprojektowany przez łódzką projektantkę wnętrz, panią Annę Felisiak. Zrobiła ona bardzo ciekawy projekt, podobający się w Polsce, a także w Europie. Zostaliśmy docenieni przez jeden z magazynów wnętrz. Napisano obszerny artykuł na ten temat, więc jak na naszą szarą Łódź jest to dodatkowe wyróżnienie, które daje mi mobilizację do dalszej pracy.

Zgodzi się pan, że poprzez sport również można promować miasto?

- Działania promocyjne w przedsiębiorstwach bywają bardzo różne. Nie wszystkie poniesione pieniądze muszą od razu przynieść efekt finansowy. Pomaga się często, gdy człowiek może i finanse na to pozwalają albo chce się spełnić jakąś swoją ideę promocji firmy. Można się promować przez reklamę w gazetach czy radiach. Tymczasem ja uznałem, że promocja poprzez sport jest dość ciekawą sprawą. Niekoniecznie musi się to odnosić do klubów piłkarskich. Współpracowaliśmy również z innymi klubami, a także przy łódzkich maratonach. Promocja przez sport, oprócz skutku biznesowego, może mieć przełożenie społeczne, kulturalne i rozwojowe, dające coś więcej niż wyniki finansowe.

Nie ukrywam, że mojej firmy nie muszę specjalnie reklamować. Mam wyrobioną markę oraz rzeszę stałych klientów. Promocja w tym przypadku nie jest czymś koniecznym. Stwierdziłem, że może być to korzystne, jeżeli mógłbym komuś pomóc, dokładając jakąś małą cegiełkę. Jeżeli zbierze się kilka podmiotów, a współpraca będzie polegała na wzajemnej pomocy to możemy odnieść dobre rezultaty. Nie wszystko robi się tylko dla pieniędzy. To nie tak, że tylko wybieram Widzew. Gdyby zgłosił się do mnie inny klub piłkarski to również jestem skłonny do współpracy. Uważam, że trzeba pomagać sportowcom, dzieciom i innym inicjatywom, które są warte wsparcia. Promocja w sporcie daje nie tylko efekty biznesowe, lecz także spełnienie.

Jestem lokalnym przedsiębiorcą, więc dlaczego nie mam wspierać łódzkich przedsiębiorstw? Jestem w stałej współpracy z łódzki szkołami – m.in. ze specjalnymi. Otrzymałem w tym roku od prezydenta Łodzi nominację do Łódzkich Łabędzi - nagrody wspierającej edukację. To nie przekłada się na wynik finansowy, ale jest to misja społeczna, którą chcę robić. Jeśli moje pieniądze mogą komuś pomóc to jestem podwójnie szczęśliwy. Może nie mam tyle do zaoferowania co duże sieci i koncerny międzynarodowe, lecz jest to na pewno jakaś forma pomocy.  Jak każdy da coś od siebie to jest to na pewno plusem.

Śledzi pan poczynania Widzewa – jego wyniki, wydarzenia medialne z nim związane?

- Jestem kibicem piłki nożnej. Śledzę wyniki Widzewa, ale też innych drużyn. Jestem fanem wszelkich dyscyplin, głównie zespołowych.  Uwielbiam sport. Oglądam mecze polskiej reprezentacji, nie tylko piłki nożnej, ale ostatnio również piłki ręcznej, siatkówki. To do końca nie jest tak, że wszystko musi się opłacać, choć ja widzę również w tym zysk finansowy. Nie jestem filantropem, który wydawałby pieniądze, które się nie zwrócą. Proszę jednak przeanalizować - sponsorowałem już Widzew w czasach, kiedy grał w ekstraklasie. Nadal chcę to robić. Szanuję też firmy, które zostały z klubem.

Nie jest łatwo podjąć taką decyzję. Ja jestem otwarty również na propozycje od innych klubów. Jeśli jednak chodzi o Widzew, to chcę być przy klubie na tyle, na ile mogę i będę wspierał tę drużynę. Trzymam kciuki za szybki wzrost poziomu sportowego i organizacyjnego. Kibicuję i uważam, że do tej pory ludzie w klubie wykonują bardzo dobrą pracę, a na początku trudności jest bardzo dużo. Łatwiej iść z nurtem sukcesów. Przy porażkach wielu ludzi się odwraca.


Jaki jest charakter państwa współpracy z klubem oraz plany na przyszłość a propos tego partnerstwa?

- Na pewno, jak już wspomniałem, to nie jest współpraca dla przedsiębiorców, która przynosi szybki efekt. To nie jest promocja, której efekty widać po tygodniu czy miesiącu. Deklaruję stałą współpracę przez najbliższe kilka sezonów. Jeśli ta pomoc będzie dla klubu zadowalająca to jestem skłonny się z niej wywiązywać przez kolejne kilka lat. Jeżeli Widzew był zadowolony, kiedy grał w ekstraklasie, to myślę, że obecny również nie będzie narzekał.

Na terenie hotelu były już organizowane konferencje prasowe Widzewa. Czy będzie to w przyszłości jeden z elementów współpracy?

- Bardzo bym chciał. To był pomysł zarządu. Ja się do niego pozytywnie ustosunkowałem. To miejsce w Łodzi jest dobrze skomunikowane. Duża część mediów kojarzy hotel z miejscem spotkań z dziennikarzami. Dla mnie to świetna promocja hotelu. Każdy z tego skorzysta. Jestem chętny. Czekam, jak wielu z nas, na nowy stadion. Bardzo chętnie przyjmę u siebie zawodników, członków klubu oraz  przedstawicieli mediów. Zapraszam nie tylko Widzew, ale wszystkich którzy chcą współpracować.

Powstanie wspomnianego przez pana stadionu może być pana zdaniem kamieniem milowym odnośnie współpracy z partnerami?

- Żałuję, że stadion nie powstał 5-6 lat temu. To mogła być jedna z przyczyn upadku poprzedniej spółki Widzewa. Nie przywołuję teraz nawet przypadków Warszawy, Poznania lub Wrocławia. Wystarczy spojrzeć na Gliwice. Jest to wielki koszt inwestycyjny, ale takiemu miastu jak Łódź to się należało. Poziom infrastruktury musi iść za poziomem sportowym. Pamiętam jak bywałem na meczach w Łodzi. Przychodziło po kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Od kilkunastu lat zauważyć można znaczny spadek frekwencji na imprezach sportowych, a szczególnie wśród rodzin z dziećmi, co jest dla przedsiębiorców bardzo istotne. Reklamujący się na obiektach przedsiębiorcy muszą trafiać do szerokiego grona odbiorców. Sport nie jest tylko dla stowarzyszeń, ale także dla innych ludzi.

Widzew jest bardzo dobrą marką - według ostatnich badań jedną z najbardziej rozpoznawalnych w kraju. Ja nie potrzebuję reklamy lokalnej, lecz muszę otwierać się na województwo, kraj czy Europę. Poprzez sport chcę pokazać poziom sponsoringu, z którym chciałbym się identyfikować. To musi ze sobą współgrać. Nikt nie będzie nawiązywał współpracy w dwóch różnych dziedzinach. Trzeba czuć tę zależność. Mój hotel idzie z tym w parze. Ja oferuję głównie usługi przedsiębiorcom. Jest to obiekt biznesowy. Uważam, że klub sportowy na takim poziomie ma też również takich kibiców. Jest wielu biznesmenów, prezesów czy managerów, którzy będą chcieli mnie odwiedzić dzięki reklamie na Widzewie.

Wspomniał pan, że jest pan łodzianinem i chciałby pan promować swoją firmę na terenach od województwa aż po resztę kraju oraz Europy. Czy w pana planach jest stworzenie sieci hoteli?

- Takie plany są, lecz nie jest to za wszelką cenę. Na razie chciałbym stworzyć sieć restauracji. Mam póki co dwie restauracje w Łodzi, ale są dalsze plany na rozwój. Jestem w stanie nawiązać także dalszą współpracę z Widzewem i jeśli uzyskam pewną grupę klientów, dzięki współpracy z klubem, to jestem w stanie część własnego zysku z tytułu tych usług finansowych przekazać na rozwój klubu jako mój wkład finansowy w imię współpracy.

Widzew w ciągu pół roku zdołał zebrać liczną i interesującą grupę sponsorów i partnerów. Czy z państwa perspektywy jest to także okazja do skorzystania z sieci biznesowych kontaktów?

- Tak, uważam że jest to bardzo ważne. Dzisiaj moim zdaniem bardzo ważne są relacje. Na tym dziś buduje się biznes. Nie warto tylko walczyć ceną, lecz wspierać się i docelowo przyniesie to lepsze efekty.

Wspominał pan, że uczęszczał pan na mecze Widzewa. Jaki najbardziej utkwił panu w pamięci?

- Pamiętam mecze z Ligi Mistrzów oraz z Legią czy ŁKS, a także ŁKS z Manchesterem. Byłem uczestników kilku derbów. Liga Mistrzów pozostanie w mojej pamięci do końca życia pomimo, że to było prawie 20 lat temu. Każdy czekał na mecze z Borussią oraz Atletico. Prasa czy telewizja wywierały ogromną presję, która udzielała się kibicom i całemu miastu. Mam nadzieję, że to powróci do Łodzi. Życzę by młodsi kibice również przeżyli to co ja.


Sponsor strategiczny Akademii Widzewa

Najnowsza Galeria

Zawsze w 13 - Widzew gra z biznesem

Zawsze w 13 - Widzew gra z biznesem

Tabela rozgrywek

1 Widzew Łódź 32
2 Korona Kielce 25
3 GKS Tychy 22
4 Miedź Legnica 21
5 Arka Gdynia 20
6 Sandecja Nowy Sącz 19
7 Podbeskidzie Bielsko-Biała 18
Pełna tabela