Aktualności

Duńska bajka widzewiaków

"Wracajcie Polacy, wracajcie! Brońcie się! Duńczycy będą strzelać! Wybij, wybij tę piłkę! Dobrze, Dembiński przechwycił ją. Teraz trzymaj daleko! Daleko od bramki! Ładnie minął Coldinga. Dembiński sam na sam z bramkarzem. Dembiński, gol! Nie ma! Jezus Maria! Co się dzieje?!"

To tylko fragment już kultowego obecnie, bardzo emocjonującego komentarza redaktora Tomasza Zimocha z pamiętnej radiowej transmisji z rewanżowego meczu Broendby - Widzew, rozegranego 21 sierpnia 1996 roku. W tym momencie, podczas wspomnianej akcji Jacka Dembińskiego w końcówce spotkania, widzewiacy przegrywali 2:3, ale taki wynik dawał im awans do wyśnionej, bogatej Ligi Mistrzów.

Ten mecz był już tyle razy przypominany kibicom zarówno w tekstach, wywiadach, czy też retransmisjach telewizyjnych, że chyba nie ma obecnie żadnego sympatyka RTS, który nie wiedziałby co znaczy hasło "Broendby". Zresztą do dzisiaj na trybunie pod zegarem jedną z głównych pieśni kibiców jest właśnie ta zainspirowana dopingiem duńskich kibiców z meczów z Widzewem.

Na rewanżowe spotkanie do Danii widzewiacy pojechali po dwóch ligowych zwycięstwach, z Hutnikiem Kraków (2:0) i Polonią Warszawa (3:0). W obu tych spotkaniach bramki zdobywał Sławomir Majak, a jedną zanotował Marek Citko. Obaj kilka dni po meczu z polonistami zostali bohaterami spotkania na stadionie Broendby.

Jednak zanim kibice Widzewa obejrzeli tam bajkę z happy endem, najpierw przez wiele minut była... duńska tragedia, która poczęści spowodowana mogła być decyzjami kadrowymi i taktycznymi Franciszka Smudy. Trener widzewiaków wymyślił, że przed Maciejem Szczęsnym ustawi trzech obrońców, a przed nimi pięciu, a czasami nawet sześciu pomocników miało wspierać defensywę. Taka taktyka przyniosła na boisku chaos w grze zespołu mistrza Polski.

Mimo tego to łodzianie mogli pierwsi objąć prowadzenie, bo najpierw po kontrze spudłował Ryszard Czerwiec, a potem Citko sprytnie próbował przelobować Mogensa Krogha. Mogło być przynajmniej 1:0 dla Widzewa, a po tych niewykorzystanych akcjach szybko zrobiło się 2:0 dla Broendby. W 32. minucie Peter Moeller okazał się szybszy od Łapińskiego i Szczęsnego i mistrzowie Danii już odrobili straty z Łodzi. Tuż przed przerwą padła druga bramka dla gospodarzy.

Gdy 3 minuty po przerwie Kim Vilfort podwyższył na 3:0, można było tylko usiąść i płakać. I właśnie wtedy, w momencie gdy wszystko zapowiadało bardzo smutny wieczór dla piłkarzy i kibiców Widzewa, ocknął się Radosław Michalski. Minął jednego z rywali i przed polem karnym Broendby wyłożył piłkę Citce, który nie zmarnował takiej okazji. Wynik 1:3 dla łodzian oznaczał, że tylko jeden gol dzielił ich od awansu do Champions League.

W tym momencie do końca meczu pozostały jeszcze 34 minuty. Dużo i mało. Przez większość tego czasu widzewiacy próbowali znowu "ukłuć" rywali, ale minęło ponad pół godziny i wydawało się, że Widzew nie powtórzy wyczynu Legii Warszawa sprzed roku. Wtedy znowu pokazał się z dobrej strony Michalski. Pomocnik Widzewa popisał się dobrym podaniem do Majaka w pole karne a potem... "Majak w rękę któregoś... Gooooollll! Jest, jest, gol! Jeeesssttt! Sławomir Majak. Kto strzelił tego gola, nawet nie wiem. Wojtala albo Dembiński. Cudowna akcja Polaków. Opuszczone głowy kibiców Danii. Jest gol!" - krzyczał w relacji radiowej redaktor Zimoch. Pamiętny moment, jeden z najważniejszych w historii klubu z alei Piłsudskiego.

A potem była wspomniana na wstępie sytuacja Dembińskiego, coraz większy smutek piłkarzy i kibiców Broendby, apele Tomasza Zimowa do "Pana Turka", czyli sędziego Ahmeta Cakara, nerwowe wyczekiwanie na końcowy gwizdek, a po nim wielka radość tysięcy kibiców w całej Polsce. A na stadionie Broendby feta na sektorze kibiców Widzewa wraz z piłkarzami, którzy świętowali sukces razem z fanami.

"Zapewne nie jest to drużyna gwiazd na miarę Cantony, Del Piero, Maldiniego, czy Sammera, ale nie znaczy to wcale, że Borussia, Atletico i Steaua nie są do ogrania. Bo Widzew ma ZESPÓŁ i bardzo dobrego trenera" - pisał Janusz Atlas w komentarzu na łamach tygodnika "Piłka Nożna" już po losowaniu grup Ligi Mistrzów. Dodajmy, że w tej samej, decydującej rundzie kwalifikacji do LM, razem z Widzewem awansowałoy m.in. zespoły Rapid Wiedeń, Glasgow Rangers, IFK Goeteborg i Fenerbahce Stambuł.

Wracając do meczu w Kopenhadze, kibice mogą sobie przypomnieć spotkanie Broendby - Widzew (3:2) lub obejrzeć skrót z tego meczu w wirtualnej Bibliotece PZPN na stronie laczynaspilka.pl. Pod tym linkiem zamieszczono nagrania z tego meczu, który był transmitowany na antenie TVP.

Eliminacje Ligi Mistrzów - 2. mecz (21 sierpnia 1996, Kopenhaga)

Broendby IF - Widzew Łódź - 3:2 (2:0)

1:0 Peter Moeller (32)

2:0 Ole Bjur (44)

3:0 Kim Vilfort (48)

3:1 Marek Citko (56)

3:2 Paweł Wojtala (88)

Broendby IF: Mogens Krogh - Sven Colding, Dan Eggen, Per Nielsen, Aurelijus Skarbalius, Ole Bjur, Kim Vilfort (75' Kim Daugaard), Allan Ravn, Allan Nielsen, Ruben Bagger (68' Ebbe Sand), Peter Moeller (86' Bo Hansen).

Widzew: Maciej Szczęsny - Paweł Wojtala, Tomasz Łapiński, Andrzej Michalczuk, Mirosław Szymkowiak (63' Marek Bajor), Zbigniew Wyciszkiewicz (46' Jacek Dembiński), Ryszard Czerwiec, Sławomir Majak, Radosław Michalski, Rafał Siadaczka (76' Piotr Szarpak), Marek Citko.

Żółte kartki: Bagger, A. Nielsen (Broendby), Wyciszkiewicz, Michalski, Bajor (Widzew)

Widzów: 19000

Sędzia: Ahmet Cakar (Turcja)


Sponsor strategiczny Akademii Widzewa

Najnowsza Galeria

Widzew Łódź - Orzeł Parzęczew 02.05.2021

Widzew Łódź - Orzeł Parzęczew 02.05.2021

Tabela rozgrywek

4 Górnik Łęczna 48
5 ŁKS Łódź 47
6 Arka Gdynia 46
7 Widzew Łódź 40
8 Odra Opole 39
9 Sandecja Nowy Sącz 37
10 Miedź Legnica 37
Pełna tabela