Aktualności

Andrzej Grębosz: Liverpool podszedł do nas jak do podrzędnej drużyny

Były znakomity obrońca Widzewa 35 lat temu miał spory udział w historycznym zwycięstwie czerwono-biało-czerwonych 2:0 nad faworyzowanym Liverpoolem. Grębosz zaliczył tego dnia asystę przy bramce Wiesława Wragi.

W marcu 1983 roku Widzew w rozgrywkach europejskich nie był już nowicjuszem. Ekipa z Łodzi w poprzednich latach zdążyła wyeliminować z pucharów takie firmy, jak Manchester City, Manchester United czy Juventus Turyn. Tym razem jednak w drodze do półfinału Pucharu Europy widzewiacy trafili na Liverpool FC. Mistrz Anglii z takimi piłkarzami w składzie jak Ian Rush, Graeme Souness czy Kenny Dalglish miał się po łodzianach przejechać. Daleko drużyna z miasta Beatlesów jednak nie zajechała.

Marcin Olczyk: Czy coś z tego pierwszego domowego meczu z Liverpoolem zapadło panu szczególnie w pamięci?

Andrzej Grębosz: Wspomnień związanych z tym meczem mam całe mnóstwo. Pewnie nigdy o nim nie zapomnę. Niektóre fragmenty cały czas dobrze widzę, gdy zamknę oczy. I muszę przyznać, że to był jeden z lepszych naszych meczów w europejskich pucharach. Myślę, że tamto zwycięstwo można też śmiało określić jako wielki triumf polskiej piłki.

Walka z tak utytułowanym rywalem to nie była dla was pierwszyzna.

- Byliśmy już wówczas zespołem trochę w Europie okrzepniętym. Nie było "trzęsawki". Nastawienie było takie, że jak mamy spać, to lepiej z wysokiego konia. Mieliśmy markowy zespół, z reprezentantami Polski w składzie. Na pewno nie byliśmy wówczas piłkarskim kopciuszkiem. Wyszliśmy na mecz po prostu po to, żeby wygrać. Ułożyło się tak, jak się ułożyło.

Jak czuliście się piłkarsko na tle tak silnego w teorii rywala?

- Według mojej oceny piłkarze Liverpoolu byli dla nas wówczas równorzędnym rywalem. Z tego co słyszeliśmy z mediów, oni podchodzili jednak do nas jak do jakiejś podrzędnej drużyny. Tak to wspominam z różnych przekazów. Ale boisko boleśnie ich zweryfikowało.

Wynik ustaliliście po przerwie. Pamięta pan jak padały wtedy gole?

- O ile dobrze pamiętam, pierwszą bramkę zdobyliśmy po fatalnym błędzie Grobbelaara (bramkarz nie był w stanie złapać dośrodkowania i wypuścił piłkę, co skrzętnie wykorzystał Mirosław Tłokiński – przyp. red.). Później po cudownej akcji drużyny wrzucałem piłkę w pole karnet do "Zito" Rozborskiego, ale "Maluch" (gola uderzeniem głową z około piętnastego metra zdobył mierzący niespełna 170 cm wzrostu Wiesław Wraga - przyp. red.) wyłonił się zza jego pleców i pięknie przymierzył. Do dziś pamiętam, jak "Zito" biegł za Wragą i krzyczał: "Jakbyś tego nie strzelił, to bym cię chyba zabił!". Rozborski miał piękną piłkę na woleja, a Wiesiek mu ją zgarnął sprzed nosa głową.

Na wyjeździe przegraliście, ale wynik 2:3 dał wam sensacyjny awans. Przy domowym 2:0 jechaliście do Anglii pewni swego?

- Wiedzieliśmy, że w rewanżu nie będzie łatwo. Ja przeżywałem to trochę inaczej, bo zawiesili mnie za żółte kartki i w Liverpoolu nie mogłem zagrać. Oglądałem mecz z trybun i ekscytowałem się nim chyba bardziej niż koledzy znajdujący się wówczas na placu gry. Najważniejsze, że wszystko skończyło się pomyślnie.


Sponsor strategiczny Akademii Widzewa

Najnowsza Galeria

Poranny trening 16.10.2019

Poranny trening 16.10.2019

Tabela rozgrywek

1 Resovia 27
2 Widzew Łódź 27
3 GKS Katowice 26
4 Górnik Łęczna 24
5 Olimpia Elbląg 21
6 Bytovia Bytów 21
7 Stal Rzeszów 21
Pełna tabela