Aktualności

Marek Citko nie dzwonił - rozmowa z Maciejem Kazimierowiczem

Maciej Kazimierowicz był wiosną ważnym ogniwem pierwszego zespołu, a w historii klubu zapisał się już bramką zdobytą strzałem zza połowy boiska. Poznajcie bliżej 25-letniego pomocnika Widzewa.

Marcin Olczyk: Czy jesteś zadowolony z postawy Widzewa w rundzie wiosennej sezonu 2016/2017?

Maciej Kazimierowicz: Na pewno są aspekty, z których jestem zadowolony, ale jest też kilka rzeczy, które można było zrobić inaczej. Analizując cała rundę, bardzo mocno punktowaliśmy, żeby zaprzepaścić cały ten trud i wysiłek w półtora tygodnia. Fajne było to, że daliśmy kibicom nadzieję w sytuacji, gdy mało kto wierzył w nas w przerwie zimowej, a smuci to, że nie byliśmy maksymalnie skoncentrowani w kluczowym momencie. Generalnie próbuję odbierać tę rundę pozytywnie, ponieważ bardzo dużo doświadczyłem przez ostatnie pół roku.

Co masz na myśli mówiąc, że pewne rzeczy można było zrobić inaczej? Zabrakło doświadczenia w takich nietypowych i dynamicznych okolicznościach?

- Teraz można tylko i wyłącznie mówić teoretycznie. Myślę, że wpływ miało kilka składowych, w tym kontuzje, które zbiegły się akurat w jednym, najistotniejszym momencie. Ważne, żeby teraz przygotować się odpowiednio na wszystkie potencjalne ryzyka.

Do Widzewa do III ligi przyszedłeś w trakcie sezonu z II ligi. Czy duża przepaść dzieli te dwie klasy rozgrywkowe?

- Dla mnie wielkiej różnicy nie ma. Te ligi opierają się głównie na grze fizycznej i ciągłym kontakcie. Może w niektórych zespołach w II lidze, ale głównie od I ligi, pojawia się dyscyplina taktyczna, w ramach której przeciwnik nie atakuje na tzw. "dzika".

Czy to znaczy, że III ligę trudno będzie wygrać taktycznie? Swoje trzeba przede wszystkim wybiegać i wywalczyć?

- Tak. Myślę, że coś w tym jest. Często zdarzało się, że podczas analizy przeciwnika trudno było ustalić jego styl i charakter gry, ponieważ taka drużyna najczęściej grała tak, jak jej po prostu wyszło. Nie było wielkiej filozofii gry. Kopnij do przodu, wywalcz drugą piłkę i niech zawodnicy ofensywni coś stworzą - tak to najczęściej wygląda. Przede wszystkim trzeba więc wykazać się większym zaangażowaniem i wolą walki niż przeciwnik.

Widzew wygrał wiosną 9 z 11 meczów domowych. Na wyjazdach grał jednak znacznie poniżej oczekiwań, ale też na pewno poniżej możliwości. Zderzenie z rzeczywistością poza widzewskim stadionem okazało się dla was bolesne. Z czego to się brało?

- Myślę, że właśnie to zderzenie z brutalnym obrazem III ligi było najgorsze w skutkach. Mając taki stadion i kibiców - nie ma co ukrywać - jesteśmy trochę rozpieszczeni jak na realia tego poziomu rozgrywkowego... Wyjazdy były mało udane, bez dwóch zdań. Może od przyszłego sezonu, kiedy wszystko się unormuje i będziemy grali co dwa tygodnie na wyjeździe, przyzwyczaimy się i będziemy twardo stąpać po ziemi, wiedząc, że gramy w III lidze, a mecze u siebie będą dla nas nagrodą.

A 12 punktów straty z jesieni? Często zaprzątało to wasze myśli?

- Wiedzieliśmy, że czeka nas nie lada wyzwanie - odrobić 12 punktów. Oczywiście każdy w podświadomości liczył te punkty po każdej kolejce i w momencie, kiedy byliśmy coraz bliżej, to wszystko nas napędzało, aż do krytycznego momentu, czyli meczu w Ełku.

W którym ciebie akurat zabrakło… Zęby bolały oglądając ten mecz? To był chyba zdecydowanie najgorszy występ Widzewa w tym sezonie.

- Faktycznie, zęby bolały bardzo. Przez cały mecz byłem na telefonie z Mateuszem Michalskim, którego akurat też zabrakło w tym spotkaniu i pluliśmy sobie bardzo w brodę, że nie możemy tam być i pomóc chłopakom. Niestety, kontuzje to ryzyko wliczone w ten sport i nie mogliśmy wówczas nic zrobić, choć serca i głowy bardzo chciały.

Nikt głośno nie mówił zimą o walce o awans i każdy, kto wiązał się na przełomie roku z Widzewem miał świadomość, że do II ligi dostanie się dopiero za półtora roku. Tymczasem w pewnym momencie zbliżyliście się do lidera na dystans dwóch punktów… Co się wtedy z wami stało?

- Nie wiem, co myśleli inni wiążąc się z Widzewem w grudniu. Dla mnie było jasne, że walczymy o awans teraz. Faktycznie, w pewnym momencie mieliśmy lidera na 2 punkty i pamiętam, że pojawiła się spora ekscytacja, ale nikt nie spodziewał się, że przyjdzie te fatalne półtora tygodnia. Zabrakło tego, co charakteryzuje pojedynek bokserski. Zawodnik, który ma rywala zamroczonego, powinien go znokautować, a nie pozwolić oprzytomnieć. Teraz jednak czas już myśleć o nowym sezonie i jak najlepiej się do niego przygotować. Jesteśmy bogatsi w doświadczenia z poprzedniej rundy, które na pewno zaprocentują.

Kolejny sezon rozpoczniecie z czystym kontem. Dobry start może sprawić, że oglądać będziecie musieli się za, a nie przed siebie. Czy powinno być wam wtedy łatwiej niż z tym nieszczęsnym -12?

- Jak wspomniałem, mamy już to cenne doświadczenie z poprzedniej rundy, co powinno być dla nas handicapem. Zawsze lepiej zaczynać na równych prawach niż z nieszczęsnym -12. Nie możemy być zdekoncentrowani chociażby na moment, bo rywale nie śpią. Musimy mocno wejść w sezon i dać jasny sygnał, komu najbardziej zależy na awansie.

Wiosną opuściłeś tylko dwa mecze - z powodu urazu. W większości z pozostałych grałeś od początku do końca. Zmęczenie pod koniec sezonu dawało o sobie znać? Jak kondycyjnie wytrzymałeś tę intensywną rundę?

- Wydaje mi się, że kondycyjnie wytrzymałem dobrze. Mam to szczęście, że posiadam naturalne predyspozycje do biegania i adaptowania się do wysiłku. Być może bardziej czułem zmęczenie psychiczne, ponieważ w Widzewie jest ciągła presja. Tutaj nie można żyć długo poprzednim meczem. Współpracuję jednak z trenerem mentalnym, który bardzo mi pomaga w radzeniu sobie z takimi sytuacjami. Przy okazji pozdrawiam serdecznie Pawła.

Na czym polega ta współpraca? Rozmawiacie? Wykonujesz specjalne ćwiczenia lub zadania? Czy twoi koledzy korzystają z podobnych rozwiązań? Czy poleciłbyś im takie wsparcie?

- Wykonuję dużo ćwiczeń i zadań. Uczę się patrzeć na sprawy z różnej perspektywy i to pomaga często podjąć właściwą decyzję. Oglądam filmiki video z zachowaniem najlepszych sportowców na świecie i staram się wyciągać wnioski. Zastanawiam się wówczas, jakie przydatne zachowania mogę zamieścić w swoim życiu. Przede wszystkim jednak rozmawiamy. Poleciłbym taki trening i inwestowanie w rozwój osobisty każdemu, ponieważ tak naprawdę to nie w nogach czy rękach, a w głowie rozgrywa się najtrudniejsza walka.

Czy po pół roku gry w Widzewie możesz powiedzieć, że jesteś lepszym piłkarzem?

- Uważam, że transfer do Widzewa wiele mi dał, także właśnie w kontekście rozwoju. Myślę, że często zmiana otoczenia rozwija człowieka, szczególnie przy rzuceniu na głęboką wodę. Wtedy masz dwa wyjścia: poradzisz sobie albo nie. Wyciąganie wniosków rozwija człowieka.

Nie pytam bez powodu. Z naszych prywatnych rozmów wiem, że każdy swój mecz oglądasz na spokojnie w domu. Dużo jesteś w stanie w ten sposób wychwycić? Udaje się poprawiać poszczególne elementy gry?

- Zgadza się. Miedzy innymi właśnie analizowanie swojej gry, obserwowanie dobrych zagrań i wyciąganie wniosków z popełnionych błędów służy rozwojowi zawodnika. Mówisz sobie: słuchaj, musisz zacząć robić to i ograniczyć tamto. Próbujesz tego na treningu i albo są efekty, albo nie. Jeżeli są - to dobrze. Jeżeli nie ma - szukasz innej drogi. Życzyłbym sobie, żeby tych błędów było coraz mniej, ale z drugiej strony tylko ten, co nic nie robi, nie popełnia błędów.

W miniony wtorek zostałeś magistrem. Pracujesz więc nie tylko nad umiejętnościami piłkarskimi i formą fizyczną oraz mentalną. Ważna jest dla ciebie edukacja?

- Mam kilka osobistych celów i jednym z nich było zdobycie wykształcenia. Cieszy, że kolejny podpunkt na mojej liście mogę odhaczyć. To bardziej taka zadra z lat szkolnych, ponieważ często słuchałem tekstów typu "tępaki" czy "piłkarze są niewykształceni". Postawiłem sobie za punkt honoru, że pomimo tego, że gram w piłkę, uda mi się zdobyć wykształcenie i pokazać wielu, że mylili się ze swoimi osądami, a piłkarzom pokazać, że jak się chce, to można.

Nie jest to chyba powszechne wśród piłkarzy. Myślisz już o przyszłości po zakończeniu kariery zawodniczej?

- Mam w głowie jakieś wizje siebie po tym, jak skończę grać w piłkę, ale na razie to tylko luźne wyobrażenie. Na ten moment skupiam się tylko i wyłącznie na futbolu. Tym bardziej, że jest o czym myśleć i nad czym pracować.

Tematem twojej pracy magisterskiej była motywacja w życiu sportowca. Co dla ciebie jest największą motywacją?

- Mam wiele różnych motywacji. Wiadomo, tymi najważniejszymi są rodzina i dziewczyna, ale też kibice - w przypadku takiego klubu, jakim jest Widzew. Potrafię jednak rywalizować również całkiem poważnie z moim siostrzeńcem, grając w piłkę w ogródku o "czapkę gruszek". To kwestia charakteru. Ja mam taki, że lubię w życiu walczyć.

Praca powstała wcześniej czy może widzewskie doświadczenia zdążyły odcisnąć na niej swoje piętno?

- Trzon i główny zarys pracy powstały przed podpisaniem kontraktu z Widzewem, więc nie znalazło się w niej wiele z widzewskich doświadczeń, ale jakieś odniesienia na pewno. Nie zabrakło ich też w trakcie obrony. Aczkolwiek w głowie i w sercu jest ich już dużo więcej.

Jesteś zadowolony z przenosin do Widzewa? Chciałbyś związać swoją przyszłość z tym klubem?

- Przenosiny do Widzewa to jedna z lepszych moich decyzji na przestrzeni ostatnich kilku lat. Wizja rozwoju klubu jest zbieżna z moimi oczekiwaniami, utożsamiam się z wartościami Widzewa, więc czemu by nie iść dalej razem?

Tematu zmiany klubu w twoim przypadku nie ma? Rozważyłbyś grę w klubie z wyższej klasy rozgrywkowej, gdyby do Widzewa wpłynęły jakieś oferty?

- Jest zainteresowanie klubu z wyższej ligi, ale mam cel do wykonania przy Piłsudskiego 138, więc nigdzie się nie ruszam. Czuję się tutaj dobrze i nie zamieniłbym Widzewa na żaden klub z II czy I ligi, bo przecież sami możemy być niebawem na tych szczeblach rozgrywkach i jeszcze wyżej.

W pamięci kibiców zdążyłeś się mocno zapisać na lata - oczywiście bramką zdobytą w Ostródzie. Dzwonił już Marek Citko z gratulacjami?

- Nie, pan Marek Citko nie dzwonił. Pewnie miał ważniejsze sprawy na głowie. Ja w sumie też do niego nie dzwoniłem po tym, jak pięknym strzałem pokonał bramkarza Atletico (śmiech). A tak już zupełnie poważnie - taka bramka na pewno daje dużo satysfakcji. Bardzo się cieszę, że dodałem jakąś małą cegiełkę do historii Widzewa. Oby było ich dużo więcej.


Sponsor strategiczny Akademii Widzewa

Najnowsza Galeria

Widzew Łódź - Stomil Olsztyn 16.02.2019

Widzew Łódź - Stomil Olsztyn 16.02.2019

Tabela rozgrywek

1 Radomiak Radom 41
2 Widzew Łódź 39
3 Elana Toruń 36
4 GKS Bełchatów 34
5 Górnik Łęczna 34
6 Stal Stalowa Wola 31
7 Olimpia Grudziądz 31
Pełna tabela